niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 20

Chłopak spojrzał na swoje dłonie, a potem na mnie, patrzył mi się w oczy, zdjął buty i skarpetki, poszedł do łazienki bez słowa.
- Możesz odpowiedzieć mi ?!-szłam za nim do łazienki.
- Nic mi nie jest, upadłem wysiadając z samochodu.- zdjął koszulkę i wrzucił do kosza na brudne ubrania. Dłonie wsadził pod strumień zimnej wody. Widać było po jego minie, że sprawiało mu to ból.
- Nie jestem głupia.- patrze się na niego - Biłeś się ? - zawahałam się przez chwilę z tym pytaniem, ale to wyglądało na pobicie. Spojrzał się na mnie i po chwili z powrotem opuścił wzrok na swoje poranione dłonie.
- Tak ? Odpowiedz mi do cholery !- wytarłam łzy, które cały czas spływały po moich policzkach. Nie odzywał się - No odpowiedz ! - mówiłam zapłakana.
- Tak ! I co z tego ?! - krzyknął. Jeszcze nigdy nie podniósł na mnie głosu. W tym momencie się odsunęłam. Nie wiedziałam jak mam teraz na to zareagować, ale postanowiłam rozwiązać sprawę.
- Czemu ? - spytałam niepewnie. Chłopak westchnął i dalej moczył swoje ręce w zimnej wodzie. Usiadłam na toalecie i patrzyłam na niego.
- Wyzywał cię prosto mi w twarz. Mówił takie słowa, których byś nie chciała usłyszeć. Więc walnąłem go raz, potem drugi kiedy przypomniałem sobie ile ci krzywd zrobił. I tak już poszły następne ciosy, a on oddawał mi. Aż w końcu doszło do bójki. Gdyby nie chłopaki zabiłbym go. - opuściłam głowę i schowałam ją w twarz.
- Dlaczego go nie zignorowałeś ? - pytam tym razem spokojnie.
- Miałem stać i patrzeć jak wyzywa cię od szmat, kurw i dziwek ?! - odwrócił się do mnie. Nie podnosiłam głowy.
- Nie chcę, żeby działa ci się krzywda z mojego powodu. - podnoszę na niego niepewnie wzrok. Chłopak zaczął się rozbierać, wrzucił ubrania do brudnika i wszedł pod prysznic. Kiedy spojrzałam na niego. Woda, która spływała po nim była czerwona, odwróciłam wzrok, wyjęłam z kosza jego koszulkę brudne od krwi i zaczełam ją przepierać w zimnej wodzie. Nie widziałam co mam powieść, co mam zrobić z tym wszystkim. Luck nie skończy mnie obrażać, on taki już jest. Chyba będę musiała z nim pogadać. Powiesiłam przepraną koszulkę na suszarkę. Wyciągnęłam apteczkę i kiedy loczek wyszedł spod prysznica, odkaziłam delikatnie jego rany na dłoniach, oraz na twarzy.
- Martwię się o ciebie - szepczę i patrząc na niego, gładząc delikatnie jego dłonie.
- Nic mi się nie stanie kochanie. Chcę po prostu żebyś czuła się bezpiecznie -przytuliłam się do niego - Chodźmy już spać. Jest już późno, a jutro czeka mnie ciężka praca w studio - kiwam delikatnie głową i kiedy wychodzimy z łazienki kieruję się w stronę salonu.
- Gdzie idziesz ? - spytał mnie i złapał za nadgarstek.
- Spać - spojrzałam na niego.
- Przecież sypialnia jest tam - wskazuje nie odrywając ode mnie wzroku.
- Wiem, ale ..
- Żadnego ale, śpisz ze mną. Wszystko zmieniło się od wczoraj..
- Tak, ale w tedy była twoja mama i nie miałam innego wyjścia, więc myślałam...
- To przestań myśleć i chodź -ciągnie mnie.
- Ale mam tam pościel - chłopak westchnął
-W sypialni mam zapasową poduszkę. - Idę za nim do sypialni zamyka drzwi. Wyciąga z dolnej szuflady komody poduszkę, idzie do garderoby wyciąga z szuflady bokserki i zakłada je. Kładzie się na łóżko.- Chodź - odkrywa kołdrę, abym mogła się położyć. Wdrapuje się na łóżko i kładę się blisko niego. On przyciąga mnie do siebie jeszcze bliżej, całuje mnie w skroń i przytula mnie do siebie - Dobranoc, śpij już.
- Dobranoc.

Rano kiedy się obudziłam Harry jeszcze spał. Oparłam się o rękę i przyglądałam się jemu. Pogładziłam jego policzek delikatnie. Wzięłam między palce jego jeden loczek i zakręciłam sobie go na palcu. Na ciele przeszły go ciarki. Nie chciałam go budzić więc puściłam kosmyk i przytuliłam się do niego. Kadząc głowę na jego klatce piersiowej.
- Nie śpisz już ? - powiedział ledwo słyszalnie. Podniosłam na niego wzrok.
- Nie.. - uśmiechnąłem się łagodnie i patrzyłam w jego oczy.
- Wszystko ok ?
- Martwię się o ciebie.
- Ale wszystko jest już dobrze. Nie masz się o co martwić, nic mnie nie boli - gładzi mój policzek i uśmiecha się. Wstaję z łóżka.
- Gdzie idziesz ?
- Głodna się zrobiłam, idziesz ze mną ? - spojrzałam na niego i poszłam po leginsy, które nasunęłam na siebie.
- Jasne - Harry ubrał spodnie od piżamy i poszliśmy razem do kuchni, z której niosły się niesamowite zapachy. Ach no tak Sam już wróciła. Usiadłam na hokerze przy kuchennej wyspie, a Harry poszedł po pościel, która leżała w salonie i zaniósł ją z powrotem do sypialni.
- Dzień dobry Sam - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
- Dzień dobry Cailin. Jak minął weekend ? - spytała
- Dobrze dziękuję, a tobie ?
- Bardzo dobrze, dziękuje - uśmiechnęła się do mnie promiennie i postawiła mi talerz z moją ulubioną owsianką. Kiedy loczek przyszedł i usiadł obok mnie przywitał się z swoją gosposią. Zaczęłam jeść, a chłopak cały czas mi się przyglądał.
- Co ? - spojrzałam na niego.
- Nic, Lubie po prostu na ciebie patrzeć - uśmiechnął się i zaraz dostał porcje tostów. Kiedy zjadłam podziękowałam wsadziłam do zmywarki brudne naczynia. Postanowiłam się spotkać z Luck'iem i pogadać z nim poważnie. Musi się w końcu od nas odczepić. Poszłam wziąć prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się.
Kiedy wychodziłam z garderoby spotkałam Harry'ego.
- Gdzie idziesz ? - spytał, oparł się o framugę drzwi, tak że nie mogłam wyjść.
- No ja ..- nie mogę mu przecież powiedzieć, że idę się spotkać z Luck'iem. Bo mnie nie puści - Jadę na zakupy do centrum - spoglądam na niego.
- Aha.. To poczekaj, ubiorę się i cię podrzucę, bo i tak jadę do studia -pokiwałam głową, wzięłam telefon schowałam do torebki i czekałam na chłopaka w salonie. Kiedy chłopak się pojawił, zjechaliśmy na dół. Wsiedliśmy do Range Rovera i wyjechaliśmy z podziemnego garażu.
- O której dziś będziesz ? - spytałam ciekawa.
- Nie wiem, będę siedział trochę pewnie w studiu. Ale jeśli skończysz zakupy to możesz przyjść do nas, albo zadzwoń to po ciebie przyjadę.
- Ok - uśmiecham się i kiedy jesteśmy już w centrum chce wysiać, ale chłopak mnie zatrzymuje. Przyciąga mnie do siebie.
- Jeszcze nie dostałem dziś buziaka - patrzy mi w oczy i gładzi mój policzek. Uśmiecham się promiennie i nachylam się muskam jego usta i wysiadam. Chłopak po chwili odjeżdża, a ja kieruję się w stronę butki telefonicznej. Z niej zadzwonię do Luck'a, ponieważ nie chce, aby ten miał mój numer telefonu. Wybieram jego numer i zaraz słyszę sygnał. Po jakimś czasie odbiera.
- Halo ?
- Cześć Luck, tu Cailin.
- Ooo kogo ja słyszę..
- Luck daj spokój, możemy się spotkać ? Chce z tobą porozmawiać.
- A czy ten twój mężulek też będzie ?
- Nie on o niczym nie wie.
- Aha, no jasne, gdzie ?
- Może przy tej lodziarni obok parku ?
- Jasne, jestem w pobliżu, więc będę tam za 15 minut.
- Okej - rozłączyłam się i ruszyłam w stronę lodziarni. Byłam tam przed nim, więc kupiłam sobie loda w kubeczku, usiadłam na ławce i czekałam na niego. Trochę się boje tego spotkania, ale muszę się z nim zmierzyć w końcu. Nagle zobaczyłam, że podjechał, więc wstałam z ławki. Podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, ale się od niego odsunęłam.
- Widzę, że już kupiłaś loda, chodź ja też chce. - idę za nim - O czym chcesz ze mną pogadać ?
- Możesz dać już spokój mi i Harry'emu ? - pytam go spokojnie,a on się zaśmiał.
- Oho ho przyszedł się poskarżył mężulek ?
- Nie, ale mam po prostu dosyć tego wszystkiego, nachodzisz nas i mam przez ciebie zmartwienia. - kupił lody i usiedliśmy przed lodziarnią.
- Gdyby nie ty, nie miałabyś zmartwień.- mówi i je lody, a ja swój kubeczek wyrzuciłam.
- Gdybyś nie potraktował mnie jak szmaty też było by inaczej, ale ty mi nawet do słowa nie dałeś dojść. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, chce ci tylko powiedzieć, żebyś dał nam święty spokój...

Zayn 
Kurczę znów te korki, znów się spóźnię do studia. Trąbie na kierowce z przodu żeby szybko ruszył, bo jest zielone i kiedy w końcu ruszam. Zauważam Cailin.
- Co ona tu robi ? - mówię sam do siebie. Przyglądam się jej, z kimś się chyba kłóci. Przyglądam się uważnie z kim ona tam siedzi. Luck ?
- Luck ?! Cholera -dodałem gazu i przyspieszyłem po około 10 minutach byłem już w studiu.
- No nareszcie Zayn, ileż można ciebie czekać - mówi oburzony Niall, a chłopaki się zaśmiali.
- Harry, nie wiem czy powinienem ci o tym mówić, bo na pewno wkurwi cię to, ale muszę.
- Co się stało ? - spojrzał na mnie, oparł się o biurko i splótł ręce na klatce piersiowej.
- Kiedy jechałem zauważyłem Cailin przed tą lodziarnią obok parku.
- No i co ? Mówiła mi, że idzie do centrum - chłopak wzrusza ramionami.
- Ale ona się kłóciła z - zawahałem się .
- Z kim ?
- Z Luck'iem.
- Co kurwa ?! - oderwał się i stanął przede mną - Jesteś tego kurwa pewny ?
- Tak, no i nie było za przyjemnie tam - chłopak się zerwał i wyszedł szybko ze studia. Wybiegłem za nim,ale nie zdążyłem, bo ten wsiadł w samochód i szybko odjechał.

Cailin
- Daj nam wreszcie spokój. Nie rozumiesz, że to jest definitywny koniec miedzy nami. Po tym wszystkim nigdy do ciebie nie wrócę. Znajdź sobie inną naiwną dziewczynę.
- Ooo nie muszę ich szukać, bo same do mnie lecą.
- No to odwal się ode mnie i od Harry'ego. Mówię ci to dla twojego dobra.
- A co grozisz mi ?!
- Nie, tylko ostrzega.. - nagle przerwał mi znajomy głos.
- Co tu się do kurwy nędzy dzieje ? - odwróciłam się i ujrzałam Harry'ego
- Harry ja .. ja -zaczęłam się jąkać.
- Nie odzywaj się Cailin teraz. - złapał mnie za rękę i odsunął na bok - Słuchaj ty zasrany popaprańcu. Odpierdol się od niej, rozumiesz ? Nie wystarczy ci to ile już przez ciebie przeszła ? Uwierz mi, że jeśli jeszczez raz spotkasz się z nią, albo cokolwiek o niej powiesz i się o tym dowiem do skopie ci tak tyłek, że nie będziesz mógł siadać przez miesiąc...
- Harry - przerwałam mu
- Nie odzywaj się teraz - nawet się na mnie nie spojrzał - Masz się od nas, a głownie od niej odczepić, znajdż sobie inne zajęcie, a nie nachodzenie i ręczenie nas, bo jeśli coś..
- Dobra, ale to ona dziś prosiła o spotkanie nie ja ? - zrobiłam wielkie oczy, o nie Harry będzie na mnie zły. Spojrzała się na mnie, a potem z powrotem na niego.
- Nieważne, kto, ale masz się od niej odpierdolić. - loczek złapał mnie za rękę i prowadził do swojego samochodu, nie nadążałam za nim.Otworzył samochód - Wsiadaj.
- Harry..
- Wsiadaj do jasnej cholery - mówi wściekły. Wsiadam do samochodu i zapinam pasy, a chłopak okrąża samochód i wsiada.
- Harry nie bądź zły..
- Ja nie jestem zły, Ja jestem wkurwiony Cailin - spojrzał na mnie.
- Chciałam z nim pogadać, chciałam mu powiedzieć, żeby się od nas odczepił - mówię mu.
- Ale czemu mi o niczym nie powiedziałaś ?! A gdyby ci coś zrobił znów ?!
- Dlatego spotkałam się z nim w miejscu publicznym , chciałam z nim po prostu pogadać.
- Może jeszcze chciałaś go przepościć, za to, że sprałem mu wczoraj tyłek ?
- Nie !
- No to po chuj się z nim spotykasz ?!
- Chciałam mu powiedzieć, żeby się od nas odczepił, czy ty nie słyszysz co do ciebie mówię ?! - chłopak głośno westchnął.
- Dobra skończmy już to..- włączył się do ruchu drogowego i pojechaliśmy do studia. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. A kiedy byliśmy już na miejscu, usiadłam na kanapie i grałam w jakąś bezsensowną grę na telefonie, którą zagrała mi kiedyś Nicole. Brakuje mi jej i Madison. Nie mam z kim tak szczerze porozmawiać, chciałabym, aby w końcu wróciły do Londynu...

~~~~~~~
 Mam nadzieje, ze rozdział się spodoba . Miłego czytania !


6 komentarzy:

  1. O jezu uwielbiam ten rozdział!!!!!!!!! HSDBVUQWRNCDSIM TVHERCUXSK CZEKAM NA KOLEJNY JEEJJJ!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Harry w roli bad boy'a jest najlepszy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnyy *.* zapraszam do mnie http://crazylifesaccordingtome.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu jeszcze nie dodałas ? ;(
    Czekam nn ! …<3…

    OdpowiedzUsuń